Przemoc ekonomiczna boli równie mocno co przemoc fizyczna

Z pojęciem „przemoc ekonomiczna” spotkałam się stosunkowo niedawno, choć jego treść znana mi jest od wielu lat. W kancelarii co jakiś czas pojawiają się niestety Panie, które przemocy ekonomicznej doświadczają. Mówię niestety, bo to szczególnie przykra i przeważnie drastyczna forma znęcania psychicznego nad współmałżonkiem (zdecydowanie więcej jest pokrzywdzonych kobiet). Zdarza się – i to nie rzadko, że młoda żona i matka rezygnuje z zatrudnienia i przez lata wychowuje dzieci, zajmuje się domem, tak naprawdę nie ma własnych dochodów. W tym czasie ukochany mąż robi karierę i… stopniowo uzależnia partnerkę, wykorzystując swoją pozycję materialną do jej kontrolowania. Utrudnia żonie podjęcie pracy zarobkowej, demotywuje, ośmiesza.

W wersji najbardziej drastycznej małżonek-sadysta za pomocą pieniędzy nie tylko szantażuje żonę, ale także ją poniża, upokarza i gnębi. Moje klientki ze łzami w oczach opowiadają o ukochanym, który jeszcze niedawno nosił je na rękach, a teraz ukrywa dochody, wydziela marne „kieszonkowe”, utrudnia dostęp do konta, czy wypomina każdą najdrobniejszą rzecz, kupioną bardzo często nie dla żony, ale dla rodziny (nawet proszek do prania czy spodnie dla dziecka). Są też i tacy panowie, którzy potrafią spieniężyć wspólny majątek bez zgody żony, zaś wspólne oszczędności wyprowadzają gdzieś tylnymi drzwiami, bo przecież „ona” nie zna się na finansach, a pieniądze zarobił on.

Pytanie, które zawsze kierują do mnie klientki w sytuacji opisywanej wyżej wiąże się przede wszystkim z ich niepewnością co do przyszłości związku. Nie jestem psychologiem, jednak moje obserwacje wskazują, że małżonka, który traktuje żonę jak nieporadne dziecko raczej się nie zmieni. Choć może wstrząs związany z odejściem żony albo szok związany z „odkryciem” faktu, że ona również może być silna i konsekwentna, zmieni nastawienie partnera do jego rodziny. Nigdy klientkom nie wskazuję, że powinny się rozwieść. Przeciwnie- zalecam próbę rozmowy, bo wierzę w zdrowy rozsądek i moc dialogu. Gdy jednak i one zawiodą ofiara przemocy ekonomicznej powinna wiedzieć, że ma możliwość walki o swoje prawa.

O ile małżonkowie nie mają umowy o rozdzielności majątkowej, to co do zasady ich udział w majątku wspólnym jest równy (tak stanowi art. 43 Kodeksu rodzinnego i opiekuńczego). Obydwoje więc mają prawo do korzystania z majątku wspólnego.
Art. 36 Kodeksu rodzinnego i opiekuńczego nakazuje małżonkom współdziałać w zarządzie majątkiem wspólnym, udzielać sobie informacji o jego stanie i zobowiązaniach obciążających majątek. Jeśli małżonek podejrzewa, że działania jego partnera są niekorzystne może zawsze wystąpić do sądu o ustanowienie tzw. przymusowej rozdzielności majątkowej. Jeśli ma zastrzeżenia co do sposobu zarządzania majątkiem Kodeks rodzinny i opiekuńczy daje mu możliwość wyrażenia sprzeciwu. Ponadto w odniesieniu do czynności przekraczających zwykły zarząd majątkiem, współmałżonek musi każdorazowo wyrażać na nie zgodę.

W czasie trwania wspólnego pożycia małżonkowie mają obowiązek przyczyniania się do zaspokajania potrzeb rodziny. Jeśli mąż nie wywiązuje się z tego obowiązku, żona ma możliwość wystąpienia do sądu z pozwem o zaspokajanie potrzeb rodziny, o alimenty lub o nakazywanie przekazywania całości lub części wynagrodzenia męża do swoich rąk (art. 28 Kodeksu rodzinnego i opiekuńczego).
Oczywiście te same uprawnienia przysługują panom – ofiarom przemocy ekonomicznej. Przyznam, że nigdy nie zetknęłam się z taką sytuacją.

Przemoc ekonomiczna boli tak samo jak przemoc fizyczna. Nie bójcie się Państwo prosić o pomoc, jeśli jesteście jej ofiarami.

 

Share on Facebook0Share on Google+0Tweet about this on Twitter0Share on LinkedIn0Email this to someonePrint this page
Comments Closed

Comments are closed. You will not be able to post a comment in this post.